Adkonie - Artykuły :: „Zastrzyk” Westernu- niby tak daleko, a jednak blisko.
Fot. w kolejności Łukasz Marczak, Roma Plisak, Łukasz Marczak
„Zastrzyk” Westernu- niby tak daleko, a jednak blisko.
Jeżdżąc stylem westernowym wiele razy spotykałam się z opinią, że jest to styl nieelegancki i niezbyt skomplikowany. Otóż nic bardziej mylnego! Dla wielu West jest sposobem wyrażania siebie i relacji przyjaźni koń-człowiek bez formalizmu jaki narzuca czarna marynarka i białe rękawiczki. Dlatego też „natural” jest powszechnie stosowaną metodą porozumienia się z koniem przez westowców.
Ten styl jazdy rozpowszechnia się w Polsce dość szybko. Jeszcze dziesięć lat temu poznanie człowieka jeżdżącego West graniczyło z cudem. Dziś ludzie nie tylko z powodu wygody jazdy, ale też ze sportowego punktu widzenia doceniają go i coraz więcej jeźdźców chce go chociaż zasmakować. Dyscyplin jest tak wiele, że jest z czego wybierać.
Mimo powszechnej opinii dosiad westowy nie różni się wiele od
dosiadu klasycznego (angielskiego). Jeżdżąc „po angielsku”, mamy trzy punkty oparcia: stopy, kolana, pupa (tzw. dosiad trzypunktowy), natomiast zachodni „sposób” jazdy opiera się na dwóch punktach: stopy, pupa. Budowa siodła uniemożliwia trzymanie się kolanami, co oznacza trzymanie ich na zewnątrz- i jest to jedyna różnica. Tak, więc jeżdżąc West, nie usłyszymy charakterystycznego dla rekreacji hasła „palce do konia!”. Pomijając powyższe, dosiad westowy można porównać do dosiadu ujeżdżeniowego. Obowiązuje tutaj ta sama linia dosiadu (ucho-bark-biodro-kostka), a dodając do tego niemalże prostą nogę, uzyskujemy, praktycznie, ten sam dosiad.
Jeżeli zaś chodzi o pomoce i sposób ich działania - to wszystko zależy tak naprawdę od jeźdźca. Jednakże, oczywiście, są różnice. Przytoczę tutaj najprostszy i najlepiej dostrzegalny przykład – zatrzymanie konia. W klasyce manewr ten to zamknięcie ręki (zamknięcie koniowi ruchu w przód, a nie ciągnięcie za wodze!), odchylenie się w siodle i ewentualnie „prrrrr!”. Natomiast w zachodnim stylu jazdy należy odchylić się w siodle i wysunąć nogi w przód i ewentualnie komenda „whoa!” (głównie w reiningu). Nie będę rozwodzić się nad każdą różnicą, gdyż nie o to tu chodzi. Tak naprawdę i jeżdżąc w stylu angielskim i westowym, możemy swego konia nauczyć, że jak ktoś inny wsiądzie na niego to nawet nie ruszy, bo nie będzie wiedział, że pociągnięcie za lewe ucho to ruch do przodu, a pogłaskanie konia po zadku to cofanie. Są jednak pewne obowiązujące zasady, które znacząco ułatwiają sprawę. I jest to właśnie „prrrr!” w klasyce i „whoa!” w westernie.
Jako osoba, jeżdżąca wcześniej klasycznie i mająca z tym stylem styczność na co dzień, powiem od razu, że o ile westowiec wsiądzie na konia klasycznego i pojedzie, o tyle klasyk ma trudności ze zwykłym zagalopowaniem na koniu westowym. I nie jest to spowodowane brakiem umiejętności angielskich jeźdźców!
Na zakończenie dodam, że zarówno klasyka, jak i West jest to obcowanie z koniem w jakiś szczególny sposób. Żadnego z nich nie uważam za lepszy czy gorszy, tylko za dążący do innych celów.
Urszula Plisak











